Mikoszewo- Dzień X

Dzień X
Ostatni dzień obozu. Tyle się działo, że nie było czasu na martwienie się tym faktem. I o to chodzi. Karatecy są twardzi i uczuciowi. To oznacza, że wprawdzie bardzo kochają mamusie i tatusiów postawionych w domach, ale nie rozczulają się, kiedy autokar ich wywiezie o 600 km na północ. Karatecy wstają o 7 rano, biegają po plaży i po lesie, a potem jedzą śniadanie. Następnie startują w obozowym turnieju. Atmosfera jest podniosła, pełna koncentracji i skupienia. Podział na stopnie. Brak podziału na wiek i płeć. Nowocześnie. W grupie każdy walczył z każdym, kata. Po wyjściu z grupy – system pucharowy i kumite – dla wszystkich. Wyjaśnimy po powrocie. W każdym razie widać było absolutną zwyżkę formy i efekt ciężkich treningów ostatnich dni. To bardzo ucieszyło senseiów, bo zobaczyli wyniki swojej pracy. I ucieszyło też wszystkich startujących, nabrali pewności siebie i tzw krzepy. Po obiedzie był krótki egzamin na stopnie uczniowskie i poszliśmy na plażę, na ostatni, pożegnalny trening w karategach. Pożegnanie z morzem było bardzo czułe, bo zamoczyliśmy się cali. A ci, co byli z nami pierwszy raz na obozie przeżyli mini chrzest...

Mikoszewo- Dzień IX

Dzień IX
Dziś niedziela! Nie było rozruchu ani pokrywek, cudny poranek. Potem śniadanie i złota plaża , baraszkowanie w piasku, w wodzie, pod wodą. Trening też był, rzecz jasna i to wzmożony, bo jutro niektórych czekają egzaminy. Planujemy też mały, obozowy turniej, więc wszyscy starali się podszlifować formę. Po obiedzie trochę postrzelaliśmy z wiatrówki i pomoczyliśmy się w basenie. A po kolacji powędrowaliśmy 2 km do kościoła na mszę świętą w Mikoszewie. A tu czekała nas wspaniała niespodzianka. Śpiewał chór Organum z kościoła Mariackiego w Krakowie, a dyrygował prof. Bogusław Grzybek. To doskonały chór, istniejący od 40 lat i występujący na całym świecie. Prawdziwa uczta dla uszu . Mieliśmy szczęście:)

Mikoszewo- Dzień VIII

Dzień VIII
O 7 rano nasz obóz (a także inni ludzie w promieniu 15 km) zostali obudzeni przez senseia Mateusza i jego koncert na 2 pokrywki od garnków. Dalej było podobnie. Znowu ostry, sportowy dzień. Nie przyjechaliśmy tu się opalać. Rano – 9 km biegu, a kto nie jest długodystansowcem ćwiczył sprinty. Po śniadaniu - blok treningowy, jak zawsze rotacyjnie, w grupach. Po obiedzie – też trening. Dzisiejsze tematy: jiu-ippon kumite, doskonalenie kata heian sandan i yodan, a starsi kata mistrzowskie i jego interpretacje oraz podcięcia i obalenia przeciwnika w karate. Trzeba chyba w końcu opowiedzieć co nieco o naszych trenerach. Otóż mamy dobrze. A w dwóch słowach: bardzo dobrze. Zajęcia prowadzą bowiem...

Mikoszewo-Dzień VII

Dzień VII
Dziś był bardzo intensywny dzień - wstaliśmy o 7 rano i się zaczęło... Po rozruchu - śniadanie i baaaardzo surowa kontrola czystości. W komisji byli uczestnicy obozu, ale to nie znaczy, że było po znajomości- wręcz przeciwnie, byli bardzo surowi i był BŁYSK! Potem - trening: kata mistrzowskie jitte i teki sandan , kumite sasoi-waza oraz elementy en-bu . Po obiedzie zaczęła się wojna: paintball między drzewami- młodsi i starsi wczuli się w snajperów, padały pytania: ilu trafiłeś, ilu raniłeś, ilu zabiłeś itd.....żarty, żarty...

Mikoszewo-Dzień VI

Dzień VI

Dziś nie było rozruchu, bo szykowaliśmy się do odwiedzenia rybek w oceanarium w Gdyni oraz towarzystwa w Gdańskim zoo. Dostaliśmy obozowe koszulki, żeby świetnie wyglądać. Ruszyliśmy trzema autokarami, pogoda wspaniała. Zaczęliśmy od Oceanarium przy skwerze Kościuszki-bardzo ładne miejsce, przy nabrzeżu cumują- Dar Młodzieży i ORP Burza. Dar Młodzieży, zbudowany w 1909 roku, jest już od 1982 na emeryturze, ale przepłynął pól miliona mil morskich- czyli jakby 25 razy świat dookoła. W oceanarium mieszka masę kolorowych rybek i szarych piranii, żółwie, płaszczki, rozgwiazdy, meduzy, ośmiornice i inne niesamowite stwory, podobało nam się bardzo! Za to w zoo widzieliśmy:

Mikoszewo- Dzień V

Dzień V

Jak się może Państwo zorientowali - na razie działamy według niezawodnego i genialnie prostego schematu: trening-jedzenie-trening-jedzenie-trening-spanie. Czasem są małe wyjątki, o których zawsze śpieszymy Was zawiadomić. Dziś na przykład sprzątaliśmy w naszych ślicznych domkach, byliśmy na plaży, graliśmy w unihokeja i trenowaliśmy po kolacji ju-jitu. Kulminacyjnym punktem dnia był wieczór. Ognisko! Sami zebraliśmy drzewo w pobliskim lasku, bo prawdziwy karateka potrafi sobie sam wszystko zorganizować. Cały dzień szykowaliśmy piosenki, przemyśliwaliśmy nad skeczami i przypominaliśmy sobie najśmieszniejsze żart na świecie.

Mikoszewo- Dzień IV

Dzień IV
Dzisiaj obudziło nas piękne słońce i śpiew mew. Z przyzwyczajenia o 7:00 wszyscy byli już ustawieni i gotowi do porannego rozruchu. Nie ma to jak dobre nawyki. Po śniadaniu: słiming, plażing, smażing, bicepsing (to ćwiczenie mięśni) i tak do samego obiadu. Na obiad była pyszna pomidorowa z ryżem (wielkokrotne dokładki, a raczej dolewki), a na drugie sznycel, ziemniaki i sałatka z kapusty pekińskiej. Po obiedzie mieliśmy zajęcia w grupach m. in. zawody pływackie w naszym basenie. Walka była zacięta – a oto wyniki: pierwsze miejsce - Wiktor Lech , drugie - Leon Chłopicki, trzecie - Adam Śliwa. W drugiej rundzie znowu wygrał Wiktor Lech, drugi był Rufus Tronowski, a trzeci a Leon Chłopicki.

Powered by RapidGoal
design: holinej.com